Posts Tagged ‘cv’

Umiem czytać, chcę zarabiać, czyli „szczerość” w CV

„Szukam pracy w wiadomym celu uzyskiwania regularnych dochodów, bo przecież praca to pieniądze, a pieniędzy potrzebuje każdy” – kandydaci poszukujący pracy potrafią być rozbrajająco szczerzy. Nadmierna wylewność w dokumentach aplikacyjnych i na rozmowie kwalifikacyjnej zamiast pomóc, może ci zaszkodzić – ostrzegają specjaliści do spraw rekrutacji

„Swoją prośbę o przyjęcie do pracy motywuję tym, iż mając 22 lata nadal jestem uzależniona finansowo od rodziców!!! Sytuacja ta jest dla mnie bardzo niekomfortowa i denerwująca, dlatego też bardzo chciałabym posiadać jakieś źródło dochodu, by po części móc się uniezależnić” – ten rozbrajająco szczery list motywacyjny przyszedł w odpowiedzi na jedną z ofert pracy Work Express. Kandydatka z Opola próbowała w ten sposób przekonać rekrutera do zaproszenia jej na rozmowę kwalifikacyjną. Inny kandydat, odpowiadając na ogłoszenie napisał: „W obecnej sytuacji nie mam problemów z jakimkolwiek czytaniem, pisaniem czy też mówieniem”, przekonany, że to idealna autorekomendacja do pracy na stanowisku pracownika biurowego.

Kolejny kandydat pewien swoich umiejętności, ale nie do końca przekonany o tym co chciałby w życiu robić, postanowił zapytać o to… rekruterkę: „Miałem przyjemność kilka dni wcześniej przesłać Pani moje dokumenty i tak się teraz zastanawiam nad stanowiskiem pracy gdzie mógłbym się czuć naprawdę dobrze, problem w tym, że nie bardzo wiem jak nazwać albo jak szukać owego stanowiska. Jeśli miała by Pani jakieś sugestie był bym niezmiernie wdzięczny za okazaną pomoc.”

I jeszcze jeden przykład swoiście pojmowanej szczerości w CV. Kandydat napisał o swoim hobby: „uwielbiam chodzić w garniturach i podnosić swoje KLASYFIKACJE”. To jeden z podstawowych błędów popełnianych przez kandydatów: nie potrafią oni zrozumieć, czy też nie mają świadomości, że CV jest dokumentem, od którego wiele zależy.

Litość zamiast kompetencji

Ocena tego, czy CV jest szczere, czy nie, to jedno z zadań rekrutera podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Zbytnia, czy też „naiwna” szczerość może jednak spowodować, że do takiej rozmowy w ogóle nie dojdzie.

- Szczerość polegająca na oświadczeniach typu: „chcę dostać tę robotę, bo zależy mi na pieniądzach” według mnie nie jest dobra. Nie mogłabym klientowi rekomendować osoby tylko dlatego, że bardzo jej zależy na pracy, bo chce uniezależnić się od rodziców, czy zależy jej na pieniądzach. Mogłabym to uwzględnić, ale nie mogłabym napisać klientowi, że tylko to jest powodem rekomendacji danego Kandydata – mówi Natalia Tomasiewicz z Work Express. Dodaje, że najważniejsze kryteria jakie wpływają na wysoką ocenę kandydata, to doświadczenie i kompetencje. – Jeśli dana osoba miałaby pożądane przez pracodawcę kompetencje, a dodatkowo wiedziałabym, że zależy jej na pracy, bo chce się uniezależnić od rodziców, to oczywiście byłaby to dodatkowa informacja dla mnie. Jednak sama w sobie ta informacja nie pomaga kandydatowi. W każdym razie nie ma wpływu na to, że zostanie doceniony i przez to zarekomendowany – mówi rekruterka.

W czasie swojej kariery zawodowej spotkała się już z wieloma przykładami podobnej szczerości. Np. z kandydatami, którzy tłumaczyli się, że nie ukończyli danego kierunku studiów, bo np.: ” studia zostały przerwane z powodu przedwczesnej śmierci męża/syna/ojca i niemożność ich kontynuowania”.

- Z mojego punktu widzenia to ewidentna próba wzbudzania litości u rekrutera. CV nie jest miejscem na wypisywanie tego typu informacji, bo wygląda to trochę tak, jakby dana osoba chciała coś za wszelką cenę ukryć – mówi ekspertka Work Express. – Cieszę się, kiedy podczas rozmowy z kandydatem, czy z byłym pracodawcą tej osoby (podczas badania referencji) okazuje się, że kandydat jest osobą prawdomówną, że zakres obowiązków, który wypisał w CV, jest zgodny z prawdą, że sukcesy, którymi się chwalił podczas rozmowy, rzeczywiście miały miejsce, jednak „szczerość” w rodzaju: nie ukończyłem studiów bo np. zmarł ojciec w RFN i tam musiałem wyjechać, aby go pochować”, jest według mnie niewskazana.

Częściej zwierzają się kobiety

Z doświadczeń rekruterów wynika, że w dokumentach aplikacyjnych, częściej zwierzają się kobiety niż mężczyźni. Być może dlatego, że kobiety są bardziej nastawione na relacje, uczucia, są bardziej emocjonalne, a mężczyźni są częściej nastawieni na fakty. Nie dziwi więc obecność w CV informacji, że kandydatka poszukuje pracy, bo musiała zmienić miejsce zamieszkania, ponieważ się rozwiodła, nie uzyskała alimentów od męża i nie ma źródła dochodu.

Natalia Tomasiewicz dodaje, że szczerość w CV oczywiście jest ważna, ale kandydatowi pomaga tylko ta polegająca na podawaniu prawdziwych, merytorycznych informacji o sobie. Rekruterzy kładą na tę kwestię większy nacisk w zależności od stanowiska, o które ubiega się kandydat.

- Oczywiście chcielibyśmy, aby bez względu na stanowiska na które aplikuje kadydat, CV były szczere. Ale na pewno większą uwagę przywiązujemy do tego, czy szczery jest w swoim CV np. księgowy,  od którego naprawdę wiele w firmie zależy, bo zarządza on ważnymi informacjami, często kluczowymi dla Firmy – mówi rekruterka Work Express.

Zbyt „szczere” zdjęcia

Artur Ragan, rzecznik agencji Work Express dodaje, że swoistymi rodzajem szczerości, jest też sam wygląd CV. Niechlujne CV, które jest niestety zjawiskiem dość typowym też świadczy o samym kandydacie. – Często zdarza się, że kandydat nie tylko nie podaje takich informacji, jak: mail czy telefon  (co może być zwykłym niedopatrzeniem), ale np. nie podaje zakresu wykonywanych przez siebie obowiązków, czy nazw firm, w których pracował, czy też samą nazwę stanowiska, przez co rekruter musi zrobić porządny wywiad telefoniczny, aby się czegoś więcej na temat tej osoby dowiedzieć.

Do typowych błędów w CV należą też zbyt osobiste zdjęcia dołączane do aplikacji. Nie do zaakceptowania przez rekrutera jest umieszczanie mało interesujących z punktu widzenia pracodawcy zdjęć z plaży, wakacji, przy lustrze, czy fotografii w dużych formatach (często całej sylwetki) w dziwnych pozach, np. podczas jazdy na desce snowboardowej.

- Być może mają na to wpływ naleciałości z Zachodu, ale wydaje mi się, że jest to jednak bardziej polska przypadłość – mówi Artur Ragan. Dodaje, że wpływ na rozwój tego “trendu” mają z pewnością portale społecznościowe. – Ludzie nabrali pewnej swobody w zamieszczaniu swoich zdjęć w sieci i stało się to niemal standardem, być może tak również traktują CV jako rzecz, w której można umieścić jakąkolwiek swoją fotografię.

Fragmenty listu motywacyjnego kandydata na stanowisko doradcy handlowego:

„Jestem studentem prawa, szukającym stałej pracy w wiadomym celu uzyskiwania regularnych dochodów, bo przecież praca to pieniądze a pieniędzy potrzebuje każdy. Jeśli chodzi o moje cechy osobiste to, co pewnie nie zdziwi nikogo, posiadam takie, o których to zwykle pisze się w tego typu listach czyli przydatne na stanowisku na którym chciałbym u Państwa pracować czyli jako przedstawiciel handlowy (…) Powinienem jeszcze dodać że zaobserwowałem różnicę w postrzeganiu mnie sugerując się pierwszym wrażeniu i po bliższym spotkaniu czy rozmowie, po których to zwykle zyskiwałem. Chce przez to powiedzieć że warto zaprosić mnie na rozmowę. Może to trochę nieskromne ale o to chyba w tym chodzi.”

, , , , , , , ,

Brak komentarzy


Nie klnij na rozmowie o pracę


Czerwienią się i milczą jak grób albo przeciwnie: płaczą lub klną przed rekruterem. Rozmowa kwalifikacyjna to dla wielu kandydatów spory stres. Jak mu nie ulegać?

Jak ci się k… nie podoba to wypie…! – takie i kilka innych, równie „soczystych“ zdań, popartych uderzeniem pięścią w stół, usłyszała Natalia Tomasiewicz, ekspert ds. rekrutacji agencji pracy tymczasowej Work Express od jednego z kandydatów na stanowisko kierownika budowy. Pytała o… jego styl zarządzania zespołem.
- To był jedyny raz kiedy bałam się podczas rozmowy rekrutacyjnej – przyznaje Natalia Tomasiewicz. Sytuacja była dość specyficzna, bo rekruterka, na prośbę zapracowanego kandydata, przyszła do firmy wcześnie rano i przez godzinę była z nim w biurze sam na sam.

– Wiedziałam, że budowlańcy mają swój specyficzny język, ale nie zdecydowałam się zarekomendować tego kandydata. Miał odpowiednie kwalifikacje, ale nie wiedziałam jak się zachowa podczas rozmowy z pracodawcą – wspomina ekspertka Work Express. Krewki kandydat nie zdobył zaufania rekruterki także dlatego, że wyraźnie pachniał jeszcze alkoholem, który prawdopodobnie nie wyparował z niego jeszcze od poprzedzającego rozmowę wieczora.

Rekruter to nie policjant

Wyrazy na „k“ z ust kandydata padły w karierze Natalii Tomasiewicz kilka razy. Zazwyczaj były to rekrutacje na stanowiska z branży budowlanej. Sytuacja, w której to rekruter przeżywa stres podczas rozmowy z kandydatem jest raczej nietypowa, jednak taka, w której stresuje się kandydat, to codzienność. Na drugim końcu skali „wylewności“ są technolodzy, z których najczęściej trudno wydusić jakąkolwiek odpowiedź poza „tak“ lub „nie“.

Z doświadczeń ekspertów Work Express wynika, że najbardziej stresują się starsi kandydaci, którzy mają za sobą duże doświadczenie zawodowe, ale przez całe życie związani byli z jedną firmą. Nie są przyzwyczajeni do roli kandydata na rozmowie rekrutacyjnej, reagują więc na nią stresem.

Jedną z typowych form „obrony“ w takiej sytuacji jest „granie“ osoby urażonej: – Jestem zdziwiony że zaproszono mnie na rozmowę z państwem, a nie z zarządem firmy, w której chcę pracować. Do tej pory to ja prowadziłem rekrutacje – mówi kandydat, próbując w ten sposób postawić się ponad osobą prowadzącą rekrutację. Zadaniem rekrutera w takiej sytuacji jest nie tylko przeprowadzenie rozmowy, ale też uspokojenie kandydata i przekonanie go, że rozmowa nie jest egzaminem, ani przesłuchaniem.

- Kandydatom, którzy boją się rozmowy kwalifikacyjnej, radzę, żeby odbyli ich jak najwięcej. Dzięki temu zyskają „obycie“ i dystans, który pomaga w takiej sytuacji. Radzę też, by przygotowali dobre, szczere CV, które może być podstawą do rozmowy. Rekruter nie oczekuje, że kandydat będzie wiedział wszystko na temat, w którym się specjalizuje, ale że to, co napisał w CV jest zgodne z faktami – mówi Natalia Tomasiewicz. Celem rozmowy jest przecież sprawdzenie doświadczenia zawodowego, rozmowa o sukcesach, ale i porażkach zawodowych. Tymczasem w Polsce kandydaci wciąż mówienie np. o stresujących sytuacjach w swojej pracy, traktują jak temat tabu.

M.in. dlatego czasem rekruterzy sami muszą – celowo – wywołać stres w kandydacie. – Jeśli wymaga tego stanowisko stosujemy tzw „stress interview“. Np. rekruter nie odzywa się przez 10 minut i obserwuje reakcję kandydata – opowiada ekspertka Work Express.

Kandydatka w leginsach

Zupełnie inaczej do rozmowy rekrutacyjnej podchodzą młodzi Polacy. Do biura agencji przychodzą swobodnie ubrani i czują się panami sytuacji, używając kolokwializmów i zachowując się często na granicy arogancji. – Luźna poza, panie obwieszone biżuterią, z tipsami, w leginsach, z tuniką ledwie zakrywającą pupę, w bluzeczce o rażącym kolorze. Panowie w dżinsach i swetrze, czasem nawet bluzie z kapturem – Natalia Tomasiewicz podaje skrajne przykłady, zaobserwowane podczas rozmów o pracę.

Powodem takiego podejścia do sprawy może być fakt, że młodzi ludzie chodzą często na wiele rozmów rekrutacyjnych w jednym czasie i niektórych z nich najwyraźniej nie traktują poważnie.

W karierze pani Natalii zdarzyła się też kandydatka, która przyszła na rozmowę o pracę nietrzeźwa. W czasie wywiadu osuwała się z krzesła.

Czasem osoby zainteresowane pracą traktują agencję rekrutacyjną jak telefon zaufania. Ekspertka Work Express wspomina pana, który zadzwonił do niej z Amsterdamu z pytaniem, czy w Polsce można już zarabiać 15 tys. zł. miesięcznie, bo zastanawia się nad powrotem do kraju. Kiedy usłyszał, że to zależy od kwalifikacji i stanowiska, zaczął użalać się na Polskę.

Niezbyt dobre wrażenie robią też na rekruterach osoby, które wysyłają swoje aplikacje bezmyślnie. Kiedy od jednej osoby nadsyłane jest CV na każde stanowisko, na które jest nabór,to wyraźny sygnał, że kandydat liczy po prostu na łut szczęścia, że tym razem „może się uda“, świadczy to raczej o desperacji niż przemyślanym i zmotywowanym działaniu .

Jak przekonać do siebie rekrutera?

- Przygotuj dobre i szczere CV: pamiętaj, że CV to dokument. To, co w nim napiszesz jest punktem wyjścia do rozmowy rekrutacyjnej. Unikaj ogólników np.: jestem punktualny, kreatywny itp., nie pisz o temacie swojej pracy dyplomowej – rekruterzy rzadko o to pytają, opisz swoje hobby, bo może ono stać się punktem wyjścia do ciekawej rozmowy, ale niech ono nie zajmuje 1/3 CV.

- Bądź pewien swoich kompetencji: nie musisz znać odpowiedzi na wszystkie pytania, związane z pracą na stanowisku, na które aplikujesz, ale jeśli piszesz w CV o swoich kompetencjach, spodziewaj się, że rekruter zapyta Cię o nie.

- Nie wchodź „za biurko rekrutera”: proces rekrutacji odbywa się według prostych i jasnych zasad. Pokazując rekruterowi, że jesteś ważniejszy od niego, nie wpływasz pozytywnie na jego ocenę.

- Zadbaj o swój wygląd: rekruterzy nie przywiązują aż tak dużej wagi do wyglądu kandydata, ale często robią to pracodawcy. Niedbały wygląd może „spalić“ Twoją kandydaturę w oczach pracodawcy.

- Nie klnij: wulgarne słownictwo może czasem nawet przydać się w zarządzaniu, jednak w czasie rozmowy o pracę świadczy raczej o Twoim braku wyczucia sytuacji, niż silnym charakterze.

, , , , , , ,

Brak komentarzy


Jak pomysłowo szukać pracy?

Tak zwane spowolnienie gospodarcze wyraźnie wpłynęło na rynek pracy zmniejszając zatrudnienie i zmieniając model zarządzania zasobami ludzkimi. Jednakże każdy kryzys niesie ze sobą powiew świeżości i nowych pomysłów. Wygrywają ci, który potrafią w tym zauważyć swoją szansę.

Determinacja młodych ludzi przejawia się coraz częściej w niestandardowych metodach poszukiwania pracy, często wręcz bardzo niestandardowych… Wiadomo, że nie w każdej branży kreatywna aplikacja zaowocuje zatrudnieniem, lecz video CV, prezentacje multimedialne i specjalne strony www nie zaskoczą już nikogo. Dając możliwość lepszej autoprezentacji są coraz częściej wykorzystywane, również w „tradycyjnych” branżach. Tam gdzie liczy się pomysłowość i kreatywność (np. branża reklamowa, media, szeroko pojęty marketing i PR) trzeba przedstawić siebie, jako osobę myślącą „out of the box”, czyli wychodzącą poza ramy standardowych modeli zachowań, działań i schematów. Na szczęście dowodów potwierdzających tezę, iż pomysłowość ludzka nie zna granic nie brakuje. Od zdjęć w obroży, które mają podkreślić wierność i oddanie, (Badania PARP udowadniają, że wciąż są to najbardziej pożądane przez pracodawców w Polsce cechy pracownika) po wystawianie przez kandydatów posiadanych kompetencji na aukcjach internetowych.

Kreatywny Outdoor i odrobina szumu

Naprzeciwko głównego wejścia do siedziby Ogilvy w Cordobie (Argentyna), Laura Holzmann przygotowała niespodziankę – zamówiła u lokalnego artysty grafitti na ścianie, przedstawiające jej autoportret usiłujący wejść przez drzwi do agencji. Obok widniał napis „chcę wejść” oraz adres www. Zdziwienie pracowników Oglivy było tak wielkie, że Laura miała telefon następnego dnia rano. Niestety, po rozmowie kwalifikacyjnej ostatecznie nie otrzymała propozycji pracy.

Radek Gołąb, właściciel Enjoy Group, podsumowuje, iż, „Taka akcja jest dobra żeby zwrócić na siebie uwagę, później na rozmowie kwalifikacyjnej już trzeba polegać na swoim doświadczeniu i wiedzy, bo nikt nie przyjmie do pracy człowieka, który zrobił fajną 1 akcję, ale nie ma wystarczających kompetencji.”

Przykładem z naszego podwórka jest pomysł Łukasza Jakubiaka. Zawiesił on ogromne CV i list motywacyjny przy wejściu do siedziby wymarzonego pracodawcy. Jak sam później komentował; warto było pomarznąć o godzinie piątej rano przy -20 stopniach… „Wielki format” nie wystarczy jednak, aby przekonać pracodawcę. Informacje o szukaniu pracy pojawiają się na billboardach od dawna, nawet plakaty z CV bywają rozlepiane na mieście. Dlatego Łukasz postawił na szum w mediach, dzięki dużemu zainteresowaniu pojawił się m.in. w „Dzień dobry TVN”,a artykuł o nim został opublikowany przez Wirtualną Polskę. To spowodowało, że mógł przebierać w ofertach pracy.

Wykorzystanie portali społecznościowych

Naturalnym miejscem do poszukiwania pracy za pomocą Internetu są portale pracy, jak np. Jobexpress.pl, oraz portale networkingowe jak np. Goldenline i Linkedin a Osób, które szukają wsparcia internautów jest sporo. Prawdopodobnie najbardziej spektakularna próba wykorzystania facebooka w tym celu to odpowiedź na konkurs ogłoszony przez agencję Brainshake.

Szczepan Bentyn, 23-letni absolwent teologii stworzył iście filmowy scenariusz, który wyreżyserował za pomocą social media. Profil na Facebooku „Chcę żeby Szczepan pracował dla Brainshake” zyskał ponad 1237 osób wspierających, które kliknęły „lubię to”, a specjalna strona opisującą jego działania http://www.tajny-plan-zdobycia-posady-w-brainshake.pl/blog/ zawierała szczegółowy plan działań, wypowiedzi i plakaty filmowe ze Szczepanem w roli głównej. Niestety, mimo, że 1237 rekomendacji „dołączonych do CV” robi wrażenie – nie wygrał konkursu,

“Akcje tego typu (angażowanie poparcia społeczności) mogą pomóc w otrzymaniu oferty pracy” – opiniuje Przemysław Komorowski, Community Manager (przemekkomorowski.pl). “Nie sądzę natomiast, aby ktoś otrzymał zatrudnienie tylko dlatego, że poparło go tysiąc osób (chociaż to zależy, jaka praca). Zamiast działań skupiających się na autopromocji, wolałbym zobaczyć akcje, które np. wspierają lokalne inicjatywy, pomagają NGO itp. Bardziej efektywne będzie wykazanie się przez kandydata kreatywnością przy realizacji określonego projektu.”

Linki sponsorowane – proste, tanie i skuteczne

6 dolarów, kilka minut czasu i wymarzona praca na wyciągniecie ręki. Przepis, który zaprezentował Alec Brownstein to praktyczne wykorzystanie narcyzmu. Wykupił linki sponsorowane, targetowane na dyrektorów kreatywnych największych agencji reklamowych. Kiedy więc Gerry Graf (Saatchi&Saatchi), David Droga (Droga5), Tony Granger, Ian Reichenthal i Scott Vitrone (Y&R) wpisywali do wyszukiwarki swoje nazwiska, wyskakiwał im boks z hasłem w stylu: „Hey, Ian Reichenthal. Googling yourself is a lot of fun. Hiring me is fun, too.” i linkiem do strony www.alecbrownstein.com. Po upływie kilku miesięcy został zaproszony na 4 rozmowy, oraz ostatecznie otrzymał 2 oferty pracy. Alec pracuje w Y&R New York a za swój projekt otrzymał już cztery nagrody: Gold Pencil, Silver Pencil, Clio i Young Gun of the Month.

Czy to wystarczy?

W większości przypadków wystarczy dobrze i schludnie zredagowany dokument, ewentualnie wsparty rozmową telefoniczną. Jeżeli obecność w social media kreuje wizerunek kandydata jako osoby aktywnej i posiadającej doświadczenie, również może wpłynąć na decyzje o zatrudnieniu. Headhunterzy przyznają, że wyróżniające się CV przyciąga uwagę i czasem jego właściciel zatrudniany jest od zaraz. Jednak najważniejsza pozostaje rozmowa kwalifikacyjna, gdzie sprawdzona zostaje wiedza i faktyczne umiejętności. Trzeba „odrobić zadanie domowe”, dowiedzieć się możliwie dużo informacji o firmie oraz zaprezentować siebie jako wartościowego pracownika.

więcej na ten temat: http://www.jobexpress.pl/artykul/23/Rozmowa-kwalifikacyjna-porady

Kreatywne CV też powinny być tworzone według reguł

Podstawową zasadą jest niedopuszczenie do przewagi formy nad treścią i zachowanie przejrzystości. „Kreatywność jest jak znajomość języka obcego – pozwala na komunikację, lecz trzeba mieć co komunikować” – należy pokazać, że posiada się kompetencje, które będą przydatne lub wręcz kluczowe dla pracy a dla pracodawcy będą obietnicą zysku. Jeżeli aplikacja jest adresowana np. do wydawcy gier komputerowych – najlepiej wysłać napisaną przez siebie grę, gdy celem jest dział promocji – można zorganizować wydarzenie i zadbać o obecność w mediach. Jeżeli przyszła praca ma dotyczyć obszaru social media – najlepiej „powołać do życia” jakąś ideę, która będzie skupiać wokół siebie społeczność, pozwalając na interakcje umożliwiającą oderwanie się i wywołującą uśmiech.

„Należy dopasować nowatorską formę aplikacji do stanowiska o które się ubiegamy” – komentuje Paweł Książek, Product Manager w znanym wydawnictwie gier komputerowych. „U nas przejdzie aplikacja w formie komiksu lub animacji na pewne stanowiska, ale to specyfika branży, zresztą zbytnie udziwnianie aplikacji też nie za dobrze świadczy o kandydacie”

Ważna jest spójność przekazu i działań, a głównym celem powinno być pokazanie iż posiadamy kluczowe dla pracy umiejętności. Samo zrobienie wrażenia to w takim wypadku za mało, rodzaj i jakość szumu, który wywołają działania kandydata muszą być dopasowanie do profilu pracy, o którą się ubiega.

publikacja za zgodą www.jobexpress.pl

, , , , , , , , , ,

Brak komentarzy


List motywacyjny? To przeżytek!

Szukanie pracy bez listu motywacyjnego? Nie do pomyślenia! Przynajmniej taka będzie pierwsza reakcja większości z nas. Doradcy zawodowi, pracodawcy, nauczyciele, a nawet członkowie rodziny – wszyscy radzą nam szczególnie starannie redagować właśnie list motywacyjny. “Przecież wspominają o nim prawie wszystkie publikowane oferty pracy“. To fakt – wspominają. Nie wiadomo tylko… po co?

Nazwa „list motywacyjny” może być rozumiana dwojako. Stereotypowo, jako prezentacja kandydata, który ma przekazać, co motywuje go do poszukiwania pracy u konkretnego pracodawcy. Nieco szerzej, jako komunikat, który zmotywuje pracodawcę do zaproszenia autora na rozmowę kwalifikacyjną.

W praktyce nieliczne listy spełniają którąkolwiek z tych ról. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego większość specjalistów ds. rekrutacji poświęca przeciętnemu listowi motywacyjnemu kilkadziesiąt sekund uwagi, a później jedynie mole poddają go gryzącej krytyce?

Przede wszystkim dlatego, że

  • 90% listów motywacyjnych to rozwinięcie wybranych fragmentów CV a nie uzasadnienie, dlaczego właśnie w firmie X kandydat(ka) chce rozpocząć nowy etap swojego życia zawodowego,
  • pozostałe 10% to lapidarne wytłumaczenie, dlaczego kandydat doskonale spełnia wymagania stanowiska… bez odwoływania się do wspomnianych wymagań i doświadczeń zawodowych.
  • większość rekruterów zakłada, że jeśli ktoś ubiega się o dane stanowisko, to przynajmniej przeczytał ze zrozumieniem ofertę pracy. List motywacyjny w gruncie rzeczy jest autopromocją i nie decyduje o tym, czy jego autor(ka) odpowiada wymogom stanowiska. Specjalista woli to bowiem ocenić na podstawie spotkania rekrutacyjnego.

Pomińmy litościwie, że

  • większość listów motywacyjnych powstaje na podstawie tekstów „gotowców” dostępnych w internecie, a tych nie chce czytać nawet najbardziej znudzony praktykant działu HR,
  • w wielu listach pojawiają się niewłaściwe nazwy firm, co z reguły oznacza, że mamy do czynienia z „klonem” aplikacji wysłanej wcześniej do kilkudziesięciu innych firm z branży,
  • forma większości dokumentów aplikacyjnych przywodzi na myśl dzieła sztuki konceptualnej: trzy różne style czcionek, niejednolite odstępy i błędy językowe to codzienność.

Jak to zmienić?

Istnieją dwa rozwiązania:

  1. wcale nie pisać listu motywacyjnego, chyba że w ofercie pracy wyraźnie sobie tego zażyczono. Lepiej wcale nie wysyłać listu motywacyjnego niż wysłać coś, co nas zdyskwalifikuje na pierwszym etapie rekrutacji. Często osoby pozbawione zdolności pisarskich właśnie w ten sposób zwiększają swoje szanse.
  2. napisać krótki i skuteczny list motywacyjny, koncentrujący się na korzyściach, jakie z doświadczeń i umiejętności kandydata będzie miał przyszły pracodawca. Im lepiej “przeliczalne” są to korzyści, tym lepiej dla kandydata, ale też nie wszystkie specjalizacje zawodowe pozwalają przeliczyć swoje umiejętności na procenty wzrostu sprzedaży w najbliższym kwartale. W takiej sytuacji warto skupić się na zwięzłym opisie, w jaki sposób nasza praca pomogła poprzedniemu pracodawcy zrealizować konkretny cel.

Jeśli wybierasz opcję drugą

pamiętaj, że rekruterzy przeważnie po prostu nie mają czasu na czytanie listów motywacyjnych. W wielkich firmach, w których nabór trwa praktycznie nieustająco, rekruter może poświęcić na CV najwyżej kilkadziesiąt sekund. List motywacyjny jest zaledwie „skanowany” w poszukiwaniu najistotniejszych, z punktu widzenia pracodawcy, szczegółów. Z pewnością nieznacznie zwiększy nasze szanse zapisanie obu dokumentów w jednym pliku. Warto umieścić list motywacyjny w treści maila z załącznikiem w postaci CV. Należy przy tym pamiętać o umieszczeniu w nagłówku numeru referencyjnego a w treści:

  • wzmianki, skąd wiemy o danej ofercie pracy,
  • informacji o załączonym CV,
  • oraz przemożnej chęci spotkania z pracodawcą.

Zawsze też pamiętajmy, że list motywacyjny prawie nigdy nie jest biletem wstępu na rozmowę kwalifikacyjną. A to właśnie ona jest prawdziwym sprawdzianem naszej atrakcyjności jako pracownika. Zainteresowanym polecam lekturę tekstu poświęconego sztuce przetrwania na takich spotkaniach, zamieszczonego na naszym blogu.

Powodzenia!

, , , , , , , , , ,

1 Komentarz


CV ekstremalne

Nietypowa oferta pracy wymaga też nietypowego podejścia ze strony kandydata. Zasada, którą trzeba tu zastosować jest prosta: złam wszystkie zasady!

Na łamach Gazety Wyborczej można było do niedawna znaleźć niecodzienne ogłoszenie, pod hasłem „Daj się zepsuć“. Było to zaproszenie do konkursu, który miał wyłonić kandydata do bardzo nietypowej pracy. Zwycięzcę wyłoniono niedawno. Do jego obowiązków należeć będzie m.in.: dobrze się bawić, bywać na koncertach, imprezach, w klubach, “odkrywać puls Aglomeracji Śląskiej” i codziennie opisywać swoje wrażenia i obserwacje na blogu. W zamian pracownik otrzymuje siedmiomiesięczną umowę o pracę, służbowe mieszkanie i samochód oraz wynagrodzenie: 4 tysiące złotych miesięcznie brutto. Akcja ma na celu pokazanie oblicza Śląska widzianego oczami osoby, która nigdy wcześniej tu nie mieszkała.

Oryginalność w cenie

Na rynku pojawia się coraz więcej tego typu ogłoszeń, które wymagają od kandydatów zupełnie innego podejścia i przygotowania się do rozmowy kwalifikacyjnej. W ogłoszeniu Tourism Queensland (lokalne Ministerstwo Turystyki w Australii) poszukującego zarządcy wysp w archipelagu wchodzącym w skład Wielkiej Rafy Koralowej nie było wcale niezwykłych wymagań wobec kandydata, jednak o zwycięzcy zdecydował sposób, w jaki zaprezentował się i wyróżnił spośród 36 tysięcy innych on sam, a wcześniej jego aplikacja. Kolejny przykład z Polski: jedna z firm telekomunikacyjnych poszukująca kandydatów do pracy w sprzedaży ogłosiła, że szuka „młodych wilków“. Takie ogłoszenie sugeruje, że chodzi o nietypową rekrutację i nietypowego kandydata, który będzie umiał wyjść poza standardowe myślenie o swojej pracy. Postanowiliśmy dowiedzieć się, jak podejmować takie nietypowe wyzwania zawodowe.

Zaskoczyć pracodawcę

Ben Southall, który zwyciężył w zorganizowanej przez Tourism Queensland na zasadach konkursu rekrutacji do „Najlepszej pracy świata“ zarabia dziś 25 tys. dolarów australijskich miesięcznie, a jego aplikacja była najbardziej przekonująca spośród 34,684 video-CV* nadesłanych z 200 krajów świata.

Jak przygotować aplikację, która przekona pracodawcę, że jesteśmy podjąć nawet najbardziej szalone wyzwanie zawodowe? Dewiza, którą powinniśmy się kierować w takiej sytuacji brzmi: należy odrzucić wszystkie zasady.

CV w formie krótkiego filmu? Dlaczego nie! Dołączone do aplikacji szalone zdjęcie z wakacji? Jak najbardziej! Oczywiście pod warunkiem, że będzie ono atutem i ciekawie zaprezentuje naszą osobowość.

W tego typu aplikacjach liczy się inwencja. Także z tego powodu kandydat powinien koncentrować się nie tyle na samym CV, co raczej nastawić się na niestandardowy, ciekawy, zaskakujący, może nawet trochę wariacki list motywacyjny. Nietypowy zarówno w formie (np. jako prezentacja power point, albo film), jak i w treści, który jednak jednocześnie będzie dawał pracodawcy informację o nas: dlaczego jesteśmy właściwą osobą na to właśnie stanowisko?

Kandydat do nietypowej pracy powinien więc uruchomić swoją kreatywność, a w dokumentach aplikacyjnych nie koncentrować się na swoim doświadczeniu zawodowym i przebiegu dotychczasowej kariery, ale na predyspozycjach. W przypadku ogłoszenia Gazety Wyborczej trzeba wszak udowodnić, że potrafimy się dobrze bawić.

Absolutnie dyskwalifikujące będzie tu skorzystanie z utartej formułki, typu: „znalazłem Państwa ogłoszenie zamieszczone w dniu…“ List musi być niezwykły pod względem literackim, tryskać energią i pomysłami, otwartością i entuzjazmem.

Warto ryzykować

„Odważni żyją wiecznie, ostrożni nie żyją w ogóle“, ta dewiza sprawdza się także w przypadku ubiegania się o pracę. Szczególnie o pracę nietypową. – To, czego tak naprawę poszukują pracodawcy, niezależnie od rodzaju oferty i stanowiska, to zaangażowanie i motywacja pracownika. To absolutnie kluczowe aspekty, które decydują o przyjęciu danej osoby do pracy. Przeważą nawet jeśli kandydat będzie miał niedostatki w wykształceniu, czy doświadczeniu.

Czy warto zatem np. rezygnować ze stałej pracy, albo przeprowadzać się do innego miasta, czy też podjąć wyzwanie nawet jeśli czujemy, że jest ono dla nas bardzo trudne?

– Z pewnością tak, jeśli praca jest warta ryzyka. W przypadku ogłoszenia Gazety, czy też zarządcy tropikalnych wysp, mówimy o zdobyciu nie tylko dobrego wynagrodzenia, ale też doświadczenia i rozgłosu. Te dwie ostatnie rzeczy mogą okazać się kluczem do rozwoju naszej dalszej kariery zawodowej.

Ben Southall, który pracuje już jako zarządca wysp z pewnością nie żałuje tego, że na dwuminutowym video-CV, które można obejrzeć w internecie, dał z siebie wszystko, a całą prezentację zakończył pewnym siebie stwierdzeniem: „Im your man!“ – jestem tym, kogo szukacie!

5 zasad CV ekstremalnego:
  • Zasada nr 1: Na początek zapomnij o wszystkich zasadach!
  • Zasada nr 2: Zastanów się, czy jesteś TĄ osobą? Czy na pewno masz wymienione w ogłoszeniu cechy, których oczekuje od ciebie pracodawca? Czy naprawdę chcesz zaangażować się i podjąć wyzwanie?
  • Zasada nr 3: Kreatywność na 200%. Żeby się przebić musisz się zaprezentujować. Pokaż swoją osobowość i inwencję. Stwórz list motywacyjny z polotem, nawet z elementem wariactwa.
  • Zasada nr 4: Nie koncentruj się na swoim doświadczeniu zawodowym, ale na predyspozycjach jak pomysłowość, to że w pracy chcesz się też dobrze bawić.
  • Zasada nr 5:  Pisz o tym, w czym jesteś naprawdę dobry! Nie oszukuj w CV, żeby tylko dostać pracę, która wydaje ci się atrakcyjna. Praktyka zweryfikuje jeśli udawałeś kogoś, kim nie jesteś. Aplikuj na takie stanowiska, na których naprawdę czujesz, że możesz się sprawdzić.

Podziękowania dla p.Aleksandry Wierbiłowicz-Bieleckiej za pomoc w zredagowaniu tekstu.

, , , , , , , , , ,

Brak komentarzy


Rozwój zaczyna się poza strefą komfortu

Utrata pracy najczęściej jest szokiem i demotywuje. Większość zwalnianych uważa ten moment za “koniec świata”. I wypada przyznać im rację. To koniec starej rzeczywistości i początek nowej, w której trzeba odnaleźć się jak najszybciej. Bez względu na warunki, zawsze powinniśmy zacząć od tego samego: najpierw przeanalizować swoje słabe i mocne strony a następnie nauczyć się eksponować te drugie. Nawet jeśli przychodzi nam uczyć się “osobistego marketingu” po przepracowaniu kilkunastu lat w tej samej firmie o ugruntowanej międzynarodowej pozycji, jest to możliwe. Najtrudniej w tym wszystkim zaakceptować samą zmianę. To jednak niezbędne, żeby w pełni wykorzystać czas przeznaczony na naukę. Jeśli w “spojrzeniu na siebie z boku” pomagają nam fachowcy, wszystko jest na dobrej drodze.

Przykładem dobrych praktyk w tym zakresie może być  outplacement*, realizowany przez Work Express dla PLL LOT. Narodowy przewoźnik lotniczy rozpoczął proces zwolnień grupowych w październiku 2009 r. i  ma on trwać do końca maja 2010 r. Z firmą rozstają się zarówno pracownicy przyjęci do niej w ubiegłym roku, jak i z czterdziestoletnim stażem. W ramach programu pod hasłem „Pociąg do Pracy”, odbywają się spotkania konsultacyjne i warsztaty, podczas których trenerzy podpowiadają, jak zaplanować dalszy rozwój zawodowy, zapewniają wsparcie psychologiczne, analizę potencjału i motywacji, ocenę możliwości i potrzeb, określenie predyspozycji zawodowych oraz nabycie umiejętności efektywnego poszukiwania pracy.

Po pierwsze: odbudować motywację

Średnia wieku szkolonych osób wynosi 45 lat (najstarszy uczestnik ma 59, a najmłodszy 26 lat), w większości to kobiety. Sytuacja związana z pracownikami polskiego narodowego przewoźnika lotniczego jest o tyle specyficzna, że większość z nich była związana z tą firmą praktycznie przez cały okres kariery zawodowej.  Wśród osób, które korzystają ze szkoleń Work Express rozpiętość tego okresu pracy waha się od 2 do 27 lat. Niejednokrotnie są to ludzie rozczarowani i „obrażeni” na swojego byłego pracodawcę, bo stracili pracę, mimo że wykonywali ją dobrze i odnosili zawodowe sukcesy.  Z jednej strony trenerzy wyjaśniają im, jakie były powody zwolnień. Z drugiej, pokazują ich mocne strony, możliwości przekwalifikowania i odnalezienia się na rynku pracy.

Po drugie: kreować własny wizerunek

Pierwsze treningi przeprowadzone dla zwalnianych z LOT-u przez ekspertów Work Express podsumowały badania wśród uczestników. Wynika z nich, że za najbardziej interesujące warsztaty uznali te, na których szkoleniowcy pokazywali im techniki autoprezentacji i motywacji, następnie sporządzenia CV i listu motywacyjnego oraz praktyczne porady dotyczące metod poszukiwania pracy. Pracownicy, którzy rozstają się z polskim narodowym przewoźnikiem lotniczym chcą też, by na kolejnym szkoleniu pojawiły się kwestie kreowania wizerunku kandydata, przykłady wymagań firm wobec pracowników oraz oferty pracy. Okazało się też, że zaskakująca dla nich była większość informacji, które przekazano  w pierwszym etapie szkoleń. Trenerów zaskoczył też fakt, że większość z pracowników LOT, mimo bardzo wysokich kwalifikacji, takich jak doświadczenie zawodowe, czy znajomość języków obcych, nie odczuwa, że są to bardzo duże atuty na rynku pracy. Po przepracowaniu tylu lat w jednym miejscu po prostu nie wiedzą jaka jest obecna sytuacja na rynku pracy.

CV typu ’skill’ i ’success’

Jak powinien szukać pracy ktoś, kto przepracował w jednym miejscu 30 lat i nigdy nie musiał przygotowywać się do rozmowy kwalifikacyjnej? Z pewnością musi on zacząć od najbardziej podstawowych narzędzi. Eksperci podkreślają, że nie można sobie pozwolić na niedocenienie odpowiednio przygotowanego CV i listu motywacyjnego. CV powinno się skrupulatnie przygotować  i modyfikować je, w zależności od stanowiska, na które się aplikuje. Zdaniem ekspertów Work Express, w przypadku osób, które nie mogą się pochwalić praktyką w różnych firmach, powinny one tworzyć CV kompetencyjne, czyli takie, w którym kłaść będą nacisk nie na swoją ścieżkę zawodową, ale na nabyte umiejętności. Jest to tzw. CV typu „skill”. Zamiast więc stawiać na pierwszym miejscu informację na temat ścieżki zawodowej, która w tym przypadku nie jest zbyt „bogata”, byli pracownicy LOT powinni koncentrować się na pokazaniu nabytych w trakcie pracy umiejętnościach i informować o zdobytych doświadczeniach, problemach i zadaniach, z którymi spotkali się w czasie kariery zawodowej, a które udało im się skutecznie rozwiązać.

Drugim rodzajem CV polecanym w tym przypadku jest CV typu „success”. Ten typ sprawdza się szczególnie w przypadku osób aplikujących na stanowiska menedżerskie, na które specjaliści często trafiają z polecenia, a nie poprzez typową ścieżkę kariery. Szukający nowej pracy menedżerowie powinni chwalić się największymi swoimi sukcesami, jakie odnieśli w pracy, projektami, które prowadzili, zdobytymi wyróżnieniami, wszystkim tym, co udowadnia, że świetnie sprawdzali się w obszarze, w którym działali.

Po trzecie: przygotować się na nowe

Trenerzy skupili się na budowaniu, czy też odbudowywaniu motywacji zwalnianych pracowników: analizie mocnych stron i szans na rynku pracy, pomocy w tworzeniu CV kompetencji, czyli tzw. CV typu „skill”, w którym podkreślane są zawodowe sukcesy, a nie chronologia ścieżki kariery. Starają się także otworzyć ich na określenie celu, czyli znalezienie tego, co jest dla nich najważniejsze w osiągnięciu zawodowego sukcesu, czy określeniu pozycji zawodowej, która by ich satysfakcjonowała.

Na tym etapie poszukiwania pracy kandydaci muszą sobie uświadomić także, jakie ich kwalifikacje są zgodne z tym, co chcieliby osiągnąć, oraz że osiąganie wybranego celu wiąże się często z poświęceniem czasu i pieniędzy – np. na dokształcanie się. Często bowiem nie uświadamiamy sobie, że zmiana, i to nie tylko zmiana pracy, jest szansą, a nie zagrożeniem, a rozwój zaczyna się poza granicą komfortu.

Po czwarte: stale obserwować rynek

Bardzo ważną częścią działań w ramach akcji outplacementowej dla zwalnianych pracowników LOT będzie też analiza rynku, czyli pokazanie w jakich branżach i zawodach mają oni szansę znaleźć pracę, jak i z jakich portali rekrutacyjnych korzystać, jakie agencje doradztwa personalnego działają na polskim rynku i jak można korzystać z ich pomocy. w szukaniu pracy zgodnej z kwalifikacjami. Wieloletni pracownicy oddziałów zamiejscowych LOT mogą być np. świetnymi konsultantami dla touroperatorów, a stewardessy, których ogromnym atutem jest mobilność oraz świetna znajomość języków obcych, mogą odnaleźć się m.in. na stanowiskach związanych z obsługą klienta w firmach prowadzących interesy międzynarodowe.  Jeśli chodzi o techników, pilotów i mechaników, to Work Express może wykorzystać swoje kontakty z firmami z branży lotniczej i zaproponować im pracę na podobnych stanowiskach poza granicami Polski.

, , , ,

Brak komentarzy


Jak zbudować własną karierę zawodową?

Często zadajemy sobie pytania o własną ścieżkę zawodową. Pytamy siebie, kim jesteśmy i co chcemy w życiu robić. Wyobrażamy sobie siebie za kilka lat, kiedy to żyjemy w dostatku, jesteśmy szanowanymi pracownikami lub kierownikami i zarabiamy dużo pieniędzy. Ale jak do tego dojść?

Budowanie ścieżki kariery powinno się zacząć przede wszystkim od jej zaplanowania. Pierwszym krokiem jest zadanie sobie pytania, co chcę w życiu robić? Aby dojść do odpowiedzi, należy poznać, a najlepiej wypisać, swoje słabe i mocne strony (umiejętności, obawy itp.), a następnie ocenić je krytycznie w taki sposób, jakby robiła to osoba z zewnątrz.

Drugim krokiem jest zdanie sobie sprawy z celu zawodowego – czy ważne są dla nas pieniądze, czy może poczucie bezpieczeństwa czy rozwijanie swojej pasji.

Krok następny to zderzenie z rzeczywistością. Wszystko to, co wiemy na swój temat odnieśmy do realnej przykładowej firmy czy branży. Możemy np. przejrzeć oferty pracy i zderzyć przedstawiane wymagania z naszym profilem. Dzięki temu poznamy prawa danej profesji oraz kluczowe umiejętności, co z kolei będzie dla nas sygnałem do uzupełnienia własnych braków lub poszukania innej ścieżki – w tym przypadku znowu określamy na nowo własny cel zawodowy. Można wtedy wymyślić kilka scenariuszy swojej ścieżki zawodowej lub zmodyfikować odpowiednio już raz obrany.

Najważniejszy w tym wszystkim jest plan działania. Realizujmy go metodą „małych kroczków”, to jest cele realizujmy stopniowo i przede wszystkim cierpliwie. Możemy udać się na kursy doszkalające, na studia podyplomowe czy uzupełnić wykształcenie w inny sposób. Pamiętajmy, że nie wszyscy znamy swoje aspiracje zawodowe, często zmieniają się one z biegiem lat, z biegiem nowo poznanych zawodów, nowych inspiracji.

Warto swoją karierę zawodową zacząć od praktyk i staży – nieważne, na jakim stanowisku i w jakiej branży, ważne, żeby choć trochę pokrywało się to z naszymi umiejętnościami czy pasją. Istotne jest, aby firma, gdzie się zgłosiliśmy, była firmą o ugruntowanej pozycji na rynku, określonych standardach, ponieważ przeważnie mają już one zaplanowane ścieżki kariery i sprawdzającym się praktykantom czy stażystą oferują stałe zatrudnienie.

Pamiętajmy: Doświadczenie zawodowe jest bardzo istotne i należy o nim pomyśleć wcześniej.

Celina Dawidson

, , , ,

Brak komentarzy


Nie rozpaczaj! Pomożemy Ci znaleźć pracę!

W dobie kryzysu (nie okłamujmy się – nagłośnionego przez media) wielu z nas staje w obliczu bezrobocia. Jedni tracą pracę, inni dopiero jej szukają. Zastanawiamy się, co tak naprawdę się liczy przy rekrutacji. Umiejętności czy wizerunek? A może znajomości?

Wysyłamy setki e-maili i zostawiamy mnóstwo CV. Cieszymy się, że spełniamy wszystkie wymagania. Myślimy, że to właśnie czy wreszcie to. A tymczasem nasze wysiłki pozostają bez odzewu. Skutek jest taki, że bijemy się z myślami, sądząc, że nikt nas nie chce. Że jesteśmy do niczego. Ręce nam opadają z bezsilności. Próbujemy usprawiedliwić tę ciszę w eterze albo tym, że pewnie ktoś lepszy dostał posadę, albo też posada była przeznaczona tylko dla znajomych.

Nie mylimy się. Specjaliści HR zgodnie przyznają, że wykształcenie i kompetencje są najmniej punktowanymi pozycjami przez pracodawcę. Dodają, że mimo ciągłego nacisku, że „dobrze napisane CV to pewna praca”, CV nie jest aż takie ważne. Poniżej prezentujemy zestawienie procentowe tego, na co najbardziej zwraca się uwagę przy ocenie przyszłego pracownika.

Co liczy się przy szukaniu pracy:

  • dobrze napisane CV – 2%
  • wykształcenie i kompetencje – 5%
  • operatywność i wytrwałość w szukaniu – 5%
  • atrakcyjny wygląd – 7%
  • doświadczenie – 12%
  • znajomości – 68%

Jak zatem znaleźć pracę, skoro nie mamy znajomości?

Na pewno nie trzeba poprzestać na kilku wysłanych CV. Wręcz powinniśmy nimi „bombardować”, odpowiadając na oferty, które nie są zgodne z naszymi preferencjami. Warto też, jeśli znaleźliśmy pracodawcę, który nas specjalnie zainteresował, szukać ofert na jego stronie internetowej czy też wysłać CV nawet wtedy, gdy nie otrzymaliśmy satysfakcjonujących wyników poszukiwań.

Jeśli zaś chodzi o list motywacyjny, warto nie wysyłać jednego szablonu. Przy ofertach pracy podawane są wymagania konkretnego stanowiska. Jeśli więc jest napisane, że poszukiwana jest osoba systematyczna, rzetelna, warto te słowa-klucze umieścić we własnym liście motywacyjnym.

Dobrą metodą jest też aktywne uczestniczenie w życiu internetowym. W Internecie mnóstwo jest portali społecznościowych oraz forów dyskusyjnych. Jest potęgą, o czym przekonują się codziennie pracodawcy, sprawdzając w nim swoich przyszłych pracowników. Zatem – udzielaj się na forach, załóż profil w portalu społecznościowym. Podkreślaj swoje umiejętności, preferencje, odbyte kursy i szkolenia.

Pamiętaj tylko o tym, że wszystko, co raz zostało „powiedziane” w Internecie, zostaje tam na zawsze. Ciekawy pracodawca może zatem od razu Cię zdyskwalifikować, trafiając w Necie na Twoją – dajmy na to – prymitywną kłótnię, na temat co było pierwsze – kura czy jajko? Codziennie dbaj o swój internetowy wizerunek, wypowiadaj się na poziomie, dbaj o czystość wypowiedzi (ortografię, składnię, styl). (Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdy w Internecie ukrywasz się pod nickiem, loginem, o którym potencjalny pracodawca nie ma zielonego pojęcia).

Na szkoleniach organizowanych przez Urzędy Pracy radzą, aby sporządzić listę osób, które mogą nam pomóc. Czasem wydaje nam się, że nie mamy „silnych pleców”, a tymczasem możemy się bardzo zdziwić, że pani Zosia, sprzątaczka, ma również koleżankę, która zna pana X, u którego byśmy chcieli pracować. Mało tego – może zasłyszała gdzieś, że kogoś potrzebują. Nie warto skreślać swoich znajomości, warto pytać, zagadywać i dawać do zrozumienia, że poszukujemy pracy. Prędzej czy później usłyszymy co nieco – jak nie o pracy, to ciekawe informacje o potencjalnie przyszłym pracodawcy. Nie okłamujmy się – przy rozmowie kwalifikacyjnej nie liczymy się tylko my i nasze atuty, ale również nasza wiedza na temat pracodawcy, firmy. Dlatego też zanim na nią wyruszymy, warto zapoznać się z broszurkami, informacjami (w Internecie, w gazecie). Warto wiedzieć, czym się firma zajmuje, jakie są jej produkty, jak długo istnieje na rynku.

Czy mamy pozostać bierni, gdy nie spotykamy się z odzewem na nasze CV?

Nie! Jeśli złożyliśmy CV, wysłaliśmy e-maila, po cichu dajmy kilka dni na odpowiedź. Chyba że w ofercie jest wyraźnie napisane, że odpowiadają tylko na wybrane odpowiedzi, wtedy od razu dajmy sobie spokój. W innej sytuacji przejmijmy inicjatywę: napiszmy e-maila czy też zadzwońmy, dopytując się o naszą aplikację. To drugie jest lepiej punktowane, bo możemy uzyskać więcej informacji.

Celina Dawidson

, , , , ,

Brak komentarzy


Najłatwiej, ale czy najskuteczniej?

Szukać pracy? Najłatwiej w internecie, jednak podczas poszukiwań trzeba zwrócić uwagę na kilka kwestii.

Jeśli przeglądamy portale, w których zamieszczane są oferty pracy, musimy najpierw obrać sobie cel, czyli zastanowić się nad tym, jaką pracą chcemy wykonywać, w jakim wymiarze godzin i w jakim mieście, żeby dojazd nie był dla nas kłopotliwy.

Jeśli nie mamy określonego jeszcze celu, to warto zapisać sobie wszystkie stanowiska, na których czulibyśmy się dobrze. Po takiej analizie, możemy śmiało przystąpić do szukania tej najlepszej oferty pracy. Niemal już wszystkie popularne serwisy z pracą posiadają ułatwione wyszukiwanie ogłoszeń w określonym województwie, a nawet mieście.

Jeśli wiemy, w jakim rejonie chcemy podjąć pracę, zawężamy poszukiwania do konkretnych zawodów lub branży, w której chcemy pracować. Wykonanie tych kroków to już połowa sukcesu. Teraz trzeba znaleźć oferty pracy, które nam najbardziej odpowiadają. Każde ogłoszenie należy dokładnie przeczytać, bowiem pracodawca określa jasne wymagania co do przyszłego pracownika.

Na co więc powinniśmy zwrócić uwagę? Przede wszystkim na wymagania, jakie stawia przed nami pracodawca. Często kwalifikacje i umiejętności mogą być ograniczeniem do aplikowania na dane stanowisko. Są to: nieznajomość języka obcego lub brak prawa jazdy. Jednak jeśli wszelkie wymagania są przez nas spełnione, warto sprawdzić, kim jest pracodawca i zaznajomić się ze specyfiką firmy.

Jeśli jego obraz nie budzi podejrzeń, pozostaje nam wysłać CV i list motywacyjny i czekać na odpowiedź ze strony pracodawcy.

Powodzenia!

, , , , ,

Brak komentarzy


Pakiet pogrzebowy, implanty i słodka zemsta

Kryzys wyzwala w pracodawcach i pracownikach niezwykle intensywne zachowania twórcze. Zaś w tych zwolnionych- chęć zemsty, nawet w najbardziej niekonwencjonalny sposób.

Kryzys obejmie kolejne 6 do 8 lat

Niezaprzeczalnie trwa kryzys zatrudnienia. Jak informuje Juan Somavia, dyrektor generalny Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP), taka sytuacja może się utrzymać przez najbliższe 6 do 8 lat. Zwracając się do przedstawicieli rządów, pracodawców oraz związków zawodowych, obradujących w Genewie, postulował przyjęcie Ogólnoświatowego Paktu Zatrudnienia (powstałego w wyniku konsultacji trójstronnych). Zdaniem Somavii, jest to jedyna realna szansa ratowania miejsc pracy.
- Przywódcy polityczni nie poświęcili wystarczającej uwagi ludzkim i socjalnym skutkom tego przesunięcia w czasie. Dominująca polityka gospodarcza generalnie nie uwzględniała wartości, którymi kieruje się MOP. Przeceniano samoregulacyjne zdolności rynku i nie doceniano roli państwa. Szacunek dla pracy i usług socjalnych uległ dewaluacji – podkreślił Somavia (podaję za portalem Gazeta.pl).

Derekrutacja, żal i chęć zemsty

Zwolnienia w pierwszej kolejności dotknęły pracowników czasowych, słabo wykwalifikowanych, mało “strategicznych” w działalności firmy. Nawet duże koncerny zmuszone były do częściowych redukcji etatów lub propozycji wcześniejszych zwolnień pracowników w wieku przedemerytalnym. Wielu z nich, określanych dziś mianem “grupy 50+”, ma problemy z odnalezieniem się na rynku pracy. Co prawda, ruszają akcje polityki społecznej zorientowane na pomoc zwolnionym i długotrwale bezrobotnym. Dotyczą one głównie poradnictwa zawodowego oraz darmowych szkoleń podnoszących kwalifikacje. I nawet jeśli firmy oferują derekrutowanym działania outplacementowe, a psycholodzy społeczni twierdzą, że zwolnienie to nie koniec świata, pracownik tracący płynność finansową i dotychczasowy rytm życia, czuje zagrożenie i wyobcowanie. Jeżeli dodatkowo zwolnienia przebiegały w atmosferze żalu, gniewu, kłótni, odzyskiwania zaległych grantów drogą sadową, nie będzie nikogo dziwiło pragnienie zemsty zwalnianego na przełożonym.

Wendetta poprzez donos i inne “haczyki” na byłego szefa

W tej materii byli pracownicy wykazują nie lada inwencję. Najpopularniejszą formą szkodzenia byłemu pracodawcy jest bez wątpienia rozpowszechnianie mało pochlebnych opinii o firmie. Eks-pracownicy czynią to bezpośrednio, w kontakcie z klientami pracodawcy lub anonimowo – w Sieci. W Internecie nie brak bowiem miejsc, w których rozwścieczony niesprawiedliwością eks-pracownik, może ocenić byłego szefa (oczywiście wysoce nieprzychylnie), odradzić szukającym pracy ubieganie się o posadę w dotychczasowej firmie zwolnionego, wypowiedzieć się negatywnie o działaniach firmy. Anonimowość Sieci sprzyja wyładowaniu emocjonalnemu pracowników (np. serwis od8do16.pl).

Równie powszechna jest wendetta poprzez donos. Rok 2008 zaowocował wpłynięciem do Państwowej Inspekcji Pracy niemal 34 tysięcy skarg na pracodawców! Najwięcej zażaleń zgłaszali zwolnieni pracownicy. Przekazywane przez nich informacje o nieprawidłowościach zwykle odwoływały się do nieprzestrzegania zasad BHP lub kłopotów z wyegzekwowaniem należnych wynagrodzeń. Dobrym “haczykiem” na byłą firmę jest też donos o nielegalnym oprogramowaniu w przedsiębiorstwie.

Najboleśniejszy cios może zadać firmie zwalniany specjalista

Niejeden bez wahania usuwa z systemu ważne (stworzone lub zgromadzone przez siebie) informacje. Niektórzy bezpardonowo wynoszą z pracy strategiczne bazy danych i kontaktów. W związku tym, w kolejnym miejscu zatrudnienia, nie mają problemu z przejmowaniem klientów poprzedniego pracodawcy. Zdecydowanie większej “kreatywności” wymaga wpisanie nazwiska szefa na listę mailingową lub listę uczestników forum serwisów pornograficznych. Podkradanie firmowego mienia oraz eksploatacja służbowych urządzeń do celów prywatnych również nie należą do rzadkości.

Wydaje się, że ilu zwolnionych w aurze konfliktu i pretensji, tyle pomysłów na zemstę. I choć tak naprawdę nikomu nie przynosi ona wymiernych korzyści, jest stara jak świat, zapisana w kulturze i chyba niemożliwa do wyplenienia.

Kryzys rozbudza kreatywnie?

Pomysłowość może mieć jednak także bardziej pozytywny aspekt. Bezrobotni wykazują skłonność do ciekawych i twórczych rozwiązań w ramach aktywnego poszukiwania pracy. Na pewno uwagę pracodawcy zwróci CV wypisane na ubraniu albo doświadczenie zawodowe i motywacje do podjęcia pracy wyśpiewane w klipie umieszczonym w You Tube. Osobiście słyszałam o pracodawcach, którzy od ręki odrzucają klasyczne, standardowo sporządzone dokumenty aplikacyjne. Wymagają od kandydatów zaskoczenia, informacji i atrakcyjności przekazu oraz nietuzinkowego sprzedania siebie. Jest to jednocześnie pierwszy sprawdzian umiejętności i kreatywności potencjalnego pracownika.

Pracować! Nie siadać!

W dobie kryzysu wielu pracodawców szuka niezawodnej metody mobilizacji pracowników do większej wydajności. W związku ze zmniejszeniem załóg na skutek redukcji oraz konieczności zwiększenia produkcji, a także sprzedaży towarów i usług, oczekuje się od podwładnego przysłowiowej “pracy za dwóch”. I tak na przykład w fabryce Canona pracuje się… na stojąco (wieść podał serwis Gizmodo.com). Prezes Canon Electronics, Hisashi Sakamaki, widzi w usunięciu z firmy miejsc siedzących przyczynek do wzrostu efektywności pracy. Co więcej, twierdzi, że takie posunięcie wytworzy głębsze relacje między pracownikami oraz zacieśni te już powstałe [sic!]. Pracownicy nie mogą więc usiąść i odpocząć, a do tego powinni poruszać się w czasie pracy nie wolniej niż 5 metrów na 3,6 sekundy. Jeżeli nie zachowają tego tempa, włączy się alarm oraz sygnał świetlny informujący wszystkich o niesubordynacji danych osób. Pracowniczą mobilizację wspierają hasła umieszczone na podłodze: “Pośpiesz się! Bez tego firma i świat zginą”. Na razie nie wiadomo, na ile powzięte działania, zachęcające do większej wydajności, sprawdzają się w praktyce. Tajemnicę Poliszynela stanowi fakt, że przykład w firmie Canon nie idzie z góry – prezes z krzesła wszak nie zrezygnował.

Petent = Klient?

Zdecydowanie lepszych metod imają się stołeczne urzędy w Polsce. Cyklicznie organizują konkursy na najlepszy Wydział Obsługi Mieszkańców. Zachętą, mobilizującą urzędników do stawania w szranki, jest nagroda w wysokości 3,5 tysiąca złotych dla każdego pracownika zwycięskiego ośrodka. Ocena pracy powstanie na podstawie specjalnych kontroli przeprowadzonych w wydziałach. Ponadto, warszawiacy będą mogli wyrazić swoje opinie w ankietach. Do konkursu stanęło szesnaście warszawskich urzędów dzielnicowych – podała Gazeta. pl.

Konkurs ma wyplenić nieprofesjonalne zachowania pracowników urzędów w kontakcie z petentami (np. żucie gumy, picie kawy, bagatelizowanie sprawy interesanta podczas rozmowy). Sami urzędnicy zdają sobie sprawę, że instytucje publiczne co prawda nie muszą walczyć o klientów, ale także powinny dbać o swój wizerunek. Z kolei zadowoleni, szybko i skutecznie obsłużeni klienci, nie tworzą kilometrowych kolejek. Dobrą inicjatywą jest nie tylko likwidacja barier architektonicznych budynków urzędów, ale i dokształcanie urzędników tak, aby byli w stanie pomóc każdemu interesantowi. Dlatego też, niektórzy stołeczni urzędnicy znają język migowy, a inni wykazują wiele zrozumienia dla nietypowych potrzeb klientów, szukając dla nich choćby… egzorcysty.

CSR i EB bez granic: Viagra za darmo

Nie tylko urzędnicy zwiększają dozę życzliwości dla klienta w czasie kryzysu. “The New Scientist” donosi, że amerykański koncern farmaceutyczny Pfizer zaoferował zwolnionym po 1 stycznia 2009 roku… darmowy środek na erekcję. Pobudki, które rzekomo kierują Pfizerem, są dość szlachetne – zakładają bowiem chęć niesienia pomocy bezrobotnym w ciężkich czasach. Jednak, kiedy przyjrzeć się bliżej “ofercie”, dowiemy się, że jest ona skierowana tylko do tych osób, które już wcześniej zażywały leki tej firmy, a po 1 stycznia bieżącego roku zostały zwolnione z pracy. W rezultacie straciły ubezpieczenie zdrowotne i możliwość kontynuacji terapii medykamentami Pfizera. I kiedy już wydawać by się mogło, że oto klasyczny przypadek wdrażania społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR), okazuje się, że darmowa Viagra, jest niczym przysłowiowy kij, który zawsze ma dwa końce. Za dobroczynnością stoi bowiem chęć utrzymania klientów.

Działania Pfizera mają na celu głównie utrzymanie przy sobie klientów, którzy w ramach oszczędności mogą kupować tańsze leki konkurencji. Analitycy rynkowi uważają, że rozdawanie leków za darmo może wzmocnić lojalność klientów do marki Pfizera w czasach kryzysu gospodarczego – komentuje za amerykańską prasą internetowa Gazeta.pl. Troska o sprawność seksualną zderekrutowanych to jedno, a haczyk na klienta – drugie. Swoją drogą, ciekawa to sprawa, gdzie krzyżuje się instynkt samozachowawczy z rynkowym, a na działalności charytatywnej buduje się wieloletnią strategię lojalnościową marki.

Silikonowe bonusy

Pozostając w kręgu medycyny, warto wspomnieć o problemie czeskiej służby zdrowia i jego nietypowym rozwiązaniu. Kłopot tyczy się deficytów kadrowych, szczególnie wśród pielęgniarek. Toteż do umowy o pracę i należnego wynagrodzenia, proponuje się każdej pielęgniarce, darmową operację plastyczną piersi (według informacji portalu RynekZdrowia.pl). Warunkiem koniecznym do uzyskania nietypowego grantu jest podpisane i wypracowanie przez daną pracownicę trzyletniego kontraktu. Praskie media donoszą, że “przynęta” okazała się nadzwyczaj skuteczna: wszystkie stanowiska pielęgniarskie zostały niezwłocznie obsadzone. Bonus jest atrakcyjny ze względu na swą elastyczność. Każda pani może go spożytkować na dowolny zabieg plastyki biustu. Operacjom korekty piersi (kosztującym niemal 2000 euro) poddało się dotychczas dziewięć czeskich pielęgniarek. Dziennik “Lidove Noviny” podał, że kliniki nie ograniczają się jednak do finansowania zabiegów plastycznych, ale również zapewniają pielęgniarkom dopłaty do czynszu i żłobków dla dzieci.

Pogrzeb gratis?

Można by sądzić, że kuszenie klienta środkami usprawniającymi erekcję lub gwarantowanie pracownicom opłaty zabiegów korygujących biust to stosunkowo kontrowersyjne posunięcia biznesowe. Okazuje się jednak, iż propozycje idące o wiele dalej, bo zahaczające wręcz o makabrę, mogą zyskać uznanie… związków zawodowych. Stało się tak we Włoszech, gdzie 829 pracowników firmy Costan, otrzymało tzw. pakiet pogrzebowy. Dziennik “Il Giornale” podał, że suma określająca pakiet “może zostać przekazana rodzinie zmarłego pracownika lub na cel dobroczynny poświęcony jego pamięci”. Szczególnie interesujące jest to, że zapis z nietypowym “bonem pracowniczym” został przez związkowców okrzykniętym jednym z “najlepszych pakietów socjalnych” we Włoszech. Gwaranty socjalne zawierają także dodatki za nadgodziny i pracę w systemie nocnym oraz wsparcie finansowe na rzecz niepełnosprawnych. Costan nie jest jednak pierwszą firmą, która wzięła w swoje ręce problem pracowniczych pochówków.

Jedno z przedsiębiorstw spod Werony już wcześniej zawarło porozumienie z firmą pogrzebową, zapewniające swoim pracownikom oraz członkom ich rodzin pochówek w “okazyjnej” cenie (2449 euro). Koszty obejmują trumnę z modrzewia, druk i rozlepienie klepsydr, kwiaty, zaproszenia na pogrzeb oraz pochówek – uzupełnia Gazeta.pl. Włoska prasa do takich nowin pomocy socjalnej podchodzi dość sarkastycznie. I nie ma się czemu dziwić. Nie są to przecież działania profilaktyczne pracodawców na rzecz zdrowia. Wzbudzają też podejrzenia o “handel” zgonami, co nastręcza nie lada rozterek natury moralnej.

Jak widać, zarówno u pracodawców, jak i u pracowników, poziom kreatywności w kryzysie wzrasta. Nie zawsze jednak w tym najlepszym wydaniu.

Anna Ciepiel

Inspiracji dostarczyły mi artykuły z portalu Gazeta.pl:

Mimo zwolnień, pensje rosną; Jeśli idzie o pensję, rozmiar ma znaczenie
Firmy wolą szczupłych pracowników
Kliniki nęcą pielęgniarki darmowymi operacjami kosmetycznymi
Kuszą pielęgniarki implantami
Prezent od fabryki – bon dla pracownika na własny pogrzeb
Urzędnicy pomogą znaleźć nawet egzorcystę
W Canonie pracują na stojąco
Bezrobotni dostaną viagrę

oraz artykuł z portalu Rynekzdrowia.pl – Czym w Czechach kuszą pielęgniarki? i portal Od8do16.pl.

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

1 Komentarz



SetPageWidth