Posts Tagged ‘szukam pracy’
Przeprawa przez dżunglę, czyli problemy internautów szukających pracy
Napisane przez: Agnieszkaw w dziale Work express dnia 5 luty , 2009
Praca w Polsce leży na ulicy – mogłoby się wydawać. A właściwie w internecie, o czym przekonują nas tysiące ogłoszeń dostępnych na setkach stron. Czy jednak ten wielki wybór nie jest tylko pozorny?
Zapytaliśmy znajomych internautów, co jest dla nich największym problemem przy okazji szukania pracy w sieci. Poniżej zamieszczamy listę najczęściej wymienianych przeszkód.
(Nie)aktualność ofert
To, co raz pojawiło się w internecie, trudno z niego znika, co niestety dotyczy również ofert pracy. Podczas, gdy papier z gazet wydrukowanych trzy lata temu zdążył już przejść kilkakrotny recycling, ogłoszenia o pracy, dodane w tym samym czasie w sieci, wciąż można odnaleźć na stronach z ofertami.
Powtarzające się ogłoszenia
Ponieważ pracodawca często zamieszcza swoje ogłoszenie na wielu stronach, siłą rzeczy przy wyszukiwaniu powtarza się ono wielokrotnie.
Milczenie pracodawcy
Milczenie ze strony pracodawcy jest nagminnie wymieniane jako problem. Z setek wysyłanych CV zdecydowana większość pozostaje bez odpowiedzi. Pracodawca, otrzymując tak wiele zgłoszeń, często technicznie nie ma możliwości wysłania odpowiedzi na każde z osobna.
Kiepskie posady
Oferowane prace często są nisko płatne, polegają na akwizycji lub też są z jakiegoś innego powodu niegodne uwagi dla osób, które są zainteresowane karierą, a nie dorywczą chałturą. Ten problem, rzecz jasna, nie dotyczy wyłącznie internetu, ale to właśnie tutaj jest spotęgowany przez wielką ilość informacji dostępnych w sieci.
Bezpieczeństwo danych
Wiele osób wreszcie obawia się, że dane z ich CV trafią prosto do jakichś baz danych, a potem zostaną wykorzystane, aby zaspamować skrzynkę mailową czy też stać się pożywką dla różnego rodzaju akwizytorów.
Jak się poruszać w tej dżungli?
Te wszystkie obawy znajdują swoje uzasadnienie w praktyce. Jakie jest rozwiązanie? Po pierwsze, należy korzystać z dużych, dobrych portali pracy, których pracownicy sprawdzają zamieszczane ogłoszenia i które gwarantują bezpieczeństwo naszych danych osobowych. Pracy można także szukać przez agencje pośrednictwa pracy – wystarczy zarejestrować swoje CV w trybie online na ich stronach. Nie kosztuje to nic kandydata, a szansa na znalezienie pracy znacznie rośnie. Szczególnie dotyczy to przypadku, gdy interesuje nas praca za granicą. Tak czy inaczej, szukanie pracy w internecie jest najlepszym sposobem – mimo trudności, to właśnie tutaj mamy największy wybór i największą łatwość aplikowania na wiele różnorodnych ofert.
Agnieszka Wiącek
Szukanie pracy to proces
Napisane przez: katarzynasz w dziale Work express dnia 5 luty , 2009
Jeszcze dwa pokolenia wstecz nikt pracy szukać nie musiał. Ukończenie odpowiedniej szkoły, przyjęcie stypendium fundowanego przez zakład pracy było gwarantem zatrudnienia. Firmy zwykle związywały się ze swoimi pracownikami aż do emerytury
Te czasy bezpowrotnie minęły. Teraz nasze kwalifikacje czy wykształcenie wcale nie muszą mieć przełożenia na łatwość zatrudnienia. Szukanie pracy samo w sobie stało się ciężką pracą, której trzeba poświęcić więcej niż 8 godzin na dobę.
Mówi się, że teraz od tego, co umiemy ważniejsze jest to, jak to sprzedajemy. I jest w tym dużo racji. Musimy pogodzić się z tym, że promocja towaru i promocja nas samych, a raczej naszych zasobów, mają ze sobą bardzo wiele wspólnego.
Warto więc do poszukiwania pracy przystąpić w sposób przemyślany, traktując je jako proces. Ustalmy najpierw, czego – i dlaczego – tak naprawdę szukamy. Praca jest niezwykle ważnym elementem naszego życia. Pozwala zaspokoić całą gamę naszych potrzeb, począwszy od tych najprostszych, jak pożywienie, dach nad głową czy ubranie, przez potrzebę przynależności, aż do samorealizacji.
Nie jest natomiast takie oczywiste, po co my osobiście szukamy pracy. Większość z nas chce robić to, co lubi, zarabiając jednocześnie godziwe pieniądze. Inni szukają kontaktów z ludźmi, bo gdzie indziej im ich brakuje.
Praca umożliwia też niektórym sprawowanie władzy, innym ucieczkę od napiętych relacji w rodzinie, albo spełnienie oczekiwań najbliższych. Bez wątpienia wpływa to na jakość naszych poszukiwań, a także na stosunek do przyszłych obowiązków.
Szukanie pracy musi być działaniem celowym, ukierunkowanym. Nie da się szukać „każdej” czy „jakiejkolwiek” pracy. Szukanie czegokolwiek to szukanie niczego. Nasza energia, zamiast znaleźć cel, rozprasza się.
Tak więc zasada numer jeden:
1. Określ, czego szukasz
Zacznij od analizy swoich formalnych kwalifikacji. Jaki masz zawód? Specjalizację? Przeanalizuj, jaki jest popyt na tego typu stanowiska.
Może się zdarzyć, że robiłeś w życiu wiele rzeczy, albo że Twój zawód jest obecnie mało atrakcyjny. Wtedy proponuję zastanowić się, co lubisz robić, co sprawia Ci satysfakcję.
Okazuje się, że większość z nas, nawet nieświadomie, wybiera zajęcia według pewnego klucza. Warto więc zestawić wszystkie zajmowane dotąd stanowiska, określić wykonywane na nich czynności, pomyśleć (a najlepiej zanotować), które z nich sprawiały nam najwięcej satysfakcji i dlaczego.
Z jednej strony to proste ćwiczenie pokaże nam pewne nasze cechy, które uzewnętrzniamy w sytuacjach zawodowych, z drugiej – ujawni, czego w pracy szukamy. Wiele bowiem czynności zawodowych jest wieloznacznych, jak na przykład „praca z ludźmi”. Nie jest to wystarczające określenie. Aby znaleźć odpowiednie dla nas zajęcie, musimy uzupełnić dlaczego chcemy pracować z ludźmi.
Wymieńmy kilka powodów:
- nawiązywanie kontaktów,
- chęć przewodzenia,
- lęk przed jednoosobową odpowiedzialnością,
- chęć pomagania i udzielania wsparcia,
- ciekawość ludzkiej natury,
- chęć manipulowania,
- chęć oddania długu wdzięczności itp…
Podobnie bywa z innymi cechami, których w pracy poszukujemy. Analiza taka pozwala nam zobaczyć siebie w szerszym kontekście – odnajdujemy kilka czy kilkanaście zawodów, w których znajdziemy interesujące aspekty.
2. Określ gdzie szukać
Teraz można pójść już dalej i zastanowić się, gdzie możemy szukać odpowiednich dla nas posad. Na pewno nie można ograniczać się do jednego źródła informacji. Prasa, portale internetowe, strony firm z naszej branży, biura doradztwa personalnego i inne instytucje świadczące usługi rekruterskie, kontakty osobiste – wszystko to powinno się znaleźć w zakresie naszych zainteresowań. Tą drogą określamy potencjalnych adresatów aplikacji.
Na większość stanowisk absolutnie zasadniczym dokumentem jest życiorys. Wielu pracodawców nie czyta w ogóle listów motywacyjnych. Wydaje się, że jest to zjawisko wtórne – listy motywacyjne są pomijane nie dlatego, że w ogóle nie mają wartości, ale dlatego, że są szablonowe i nużące (ponieważ większości z nas bardzo trudno je napisać). Dobrze pamiętać, że dokument ten to nie podanie o pracę. Nie zaczynamy go więc od słów: „niniejszym zwracam się z uprzejmą prośb o zatrudnienie mnie na stanowisku…”. O tym, jak powinien wyglądać, mówi choćby nazwa: LIST MOTYWACYJNY. List, a więc forma mniej oficjalna niż podanie. Motywacyjny, bo pokazujący moją motywację do podjęcia pracy na danym stanowisku. Ważna uwaga tutaj: każde stanowisko wymaga ODRĘBNEGO listu motywacyjnego.
Nie można wszędzie wysyłać tego samego dokumentu. Niedopuszczalne jest mylenie firm w ten sposób, że dział kadr firmy X dostaje list motywacyjny zaadresowany w nagłówku do firmy Y! Nie można również adresata wpisywać w wykropkowane miejsca.
Próbujmy pisać listy motywacyjne nieco bardziej refleksyjnie i ze świadomością celu. Jest oczywiste, że mają one – jeśli są w ogóle czytane – zachęcać do spotkania z nami. Powinny więc być napisane z polotem i oryginalnie. Wskażmy, na ile to możliwe swoje prawdziwe motywacje, napiszmy, co chcemy dać firmie.
Pamiętajmy, że firma to nie szkółka, więc szef nie szuka kogoś, kto chce doskonalić swoje umiejętności, zdobyć nowe kompetencje, czy posiąść wiedzę. Oczywiście, że to DLA NAS ważne powody, aby pracować. Ale pracodawca chce kogoś, kto sprawi, że wzrosną dochody firmy! Przedstawmy więc, co my możemy zaoferować od siebie, delikatnie zasugerujmy dobre (i realistyczne) pomysły. Niedopuszczalne jest oczywiście pisanie, że dzięki nam firma wreszcie stanie na nogi i będzie prowadzona jak należy – nawet, jeśli to prawda.
List motywacyjny powinien mieć miłą do czytania konstrukcję i tempo – nie nużyć i nie powtarzać w formie opisowej tego, co już umieściliśmy w życiorysie. Gdybyśmy mieli dublować informacje, po co było by tworzenie dwóch dokumentów? Starajmy się, aby list nie miał więcej niż jedną stronę.
Formalnie – list winien zawierać datę i nazwę miejscowości, w której był stworzony, oraz nasze dane – imię, nazwisko, adres i numer telefonu. Poniżej umieszczamy nazwę adresata. Jeśli to możliwe, powinno to być nazwisko osoby odpowiedzialnej za zatrudnianie pracowników. Jeśli nie posiadamy tak szczegółowych informacji, podajmy nazwę i adres firmy. Niekiedy w ogłoszeniu firmy pojawia się nazwisko osoby odpowiedzialnej za zbieranie aplikacji – nie musimy wtedy umieszczać jej nazwiska w adresie listu motywacyjnego.
Każdy list wypada zacząć grzecznym zwrotem „Szanowny Panie”, „Szanowna Pani” lub kiedy nie znamy konkretnego adresata – „Szanowni Państwo”. Nigdy nie rozpoczynamy od słów: „Szanowna Firmo!”.
Powołajmy się na źródło, z którego dowiedzieliśmy się o wakacie – ogłoszenie prasowe, anons w Internecie itp. Jeśli przesyłamy aplikację z własnej inicjatywy, również o tym wspomnijmy, ale bez oklepanego: „znając Państwa ugruntowaną pozycję na rynku i dynamiczny rozwój”. Jest to zwrot zwykle odczytywany jako wyraz naszej absolutnej ignorancji, jeśli chodzi o adresata aplikacji. Tego typu stwierdzenia, kierowane do firmy personalnej, która zaczęła funkcjonowanie półtora roku temu, budzi salwy śmiechu rekruterów.
Skoro chcemy napisać kilka miłych słów pracodawcy, piszmy o tym, czego rzeczywiście się dowiedzieliśmy. Nie jest to takie skomplikowane – praktycznie każdy z nas ma dostęp do Internetu, a w nim do wielkiej ilości wiedzy na każdy temat.
Określmy, dlaczego chcemy pracować. Oczywiście należy wyjść poza argumenty: „jest to jedyna oferta pracy, na którą trafiłam w przeciągu ostatnich dwóch lat”. Jak już wspominaliśmy, nie jest dobrze powoływać się na nasze gorące chęci uczenia się i zdobywania nowych doświadczeń. Wielu pracodawców chce od razu wiedzieć, co możemy mu zaoferować. Niech to będą walory unikatowe, niepowtarzalne, wyróżniające nas spośród innych kandydatów. Pamiętajmy, że w procesie rekrutacji osoba prowadząca ją musi przeczytać dziesiątki, jeśli nie setki dokumentów. W sposób naturalny jest nimi znużona, co dopiero, jeśli wszystkie brzmią niemal identycznie. Dlatego zadbajmy, żeby to co napiszemy, zostało zapamiętane. Wykażmy się umiejętnością myślenia marketingowego. Pomyślmy, jakim trzeba być człowiekiem, żeby zarządzać z powodzeniem firmą taką jak ta, do której aplikujemy. Co taka osoba chciałaby znaleźć w aplikacji?
Może nam pomóc jeszcze inne ćwiczenie – analiza stanowiska pracy. Wypiszmy na kartce: podstawowe informacje o firmie (branżę, wielkość, lokalizację). Żeby mieć ich dużo, najlepiej wybrać się na wycieczkę do firmy – zobaczmy, jaka ma lokalizację (tanie peryferie, droga ekskluzywna dzielnica). Jak zorganizowane jest otoczenie (czystość, estetyka, łatwość dojazdu, parking), czy firma nie odstrasza potencjalnych klientów (dostępność, uprzejmość obsługi na portierni czy recepcji).
Jeśli to możliwe, porozmawiajmy z kimś, na przykład właśnie osoba na portierni. Jeśli aplikujemy do firmy handlowej, możemy odegrać rolę klienta – sprawdzimy dzięki temu kulturę i filozofię obsługi.
Wróćmy do naszej analizy stanowiska. Na kartce dopisujemy: nazwę stanowiska, a następnie podstawowe wymagania – zgodnie z tym, czego sami oczekiwalibyśmy, zatrudniając pracownika na to właśnie stanowisko. Chodzi tu przede wszystkim o poziom i kierunek wykształcenia, wymagane doświadczenie. Później zanotujmy, co taka osoba winna umieć oraz jakie ma posiadać cechy charakteru. Okazuje się, że kiedy mamy stanąć choć na chwilę w roli pracodawcy, stajemy się bardzo surowi i wymagający. Pozwala nam to w procesie rekrutacji zobaczyć sens oczekiwań rekruterów i odpowiedni na nie reagować.
Zapewne przy takiej analizie przemkną nam przez myśl dwa często spotykane, choć niezgodne z konstytucją, kryteria: płeć i wiek. „Zaatakowani” w ten sposób podczas rozmowy, zwykle bardzo szybko się wycofujemy i poddajemy. Moje doświadczenie uczy, że warto osobę stawiającą takie wymagania zapytać o powody. Dlaczego na tym stanowisku będzie dobrze pracować tylko osoba poniżej 35. roku życia? Dlaczego tylko kobieta? Okazuje się, że za tymi wymaganiami często stoją stereotypy, dotyczące np. płci, typu: „wszystkie kobiety są spostrzegawcze”, „każdy mężczyzna myśli analitycznie”, nie mówiąc już o „każda blondynka jest głupia”. Tymczasem duże kwantyfikatory („zawsze”, „nigdy”, „każdy”, „żaden”) nie mają żadnego zastosowania w przypadku ludzi.
Pytanie jest proste: czy istnieje jakaś prawidłowość biologiczna, która sprawia, że po 35. roku życia rozpoczyna się lawinowy proces zaniku szarych komórek? Okazuje się, że nie do końca o to chodzi pracodawcy. Raczej ważna jest tu kwestia pewnych predyspozycji, sprawności. Na przykład pracownik ma być sprawny fizycznie, wytrzymały, czy winien się odznaczać dobrą pamięcią. Skoro ktoś, kto ma 35 lat i 1 dzień posiada wymagane cechy, czemuż nie mógłby pracować?
Usłyszałam też kiedyś stwierdzenie: „Moim problemem w poszukiwaniu pracy jest to, że mam dzieci”. Tak naprawdę, jest to problem konkretnego pracodawcy, który uważa, że posiadanie dzieci uniemożliwia kobiecie efektywną pracę (jak dowodzą badania, jest wręcz przeciwnie).
Walczmy więc o to, aby nie przyjmować stereotypów pracodawców jak prawdy objawionej. To ich prawda – nasza może być zupełnie inna, przecież przychodzimy do niego dlatego, że chcemy i możemy pracować.
Kiedy analizie stanowiska poświęcimy wystarczająco dużo czasu i uwagi, zobaczymy wiele cech, które są potencjalnie ważne. Odnieśmy się do nich w liście motywacyjnym – rzecz jasna, o ile je posiadamy.
List powinien zakończyć się w sposób grzeczny, ale równocześnie sugerujący oczywistość spotkania z nami. Stwierdzenie: „Jeśli byliby Państwo ostatecznie zainteresowani moją skromną ofertą…” zastąpmy zdaniem w stylu: „Z przyjemnością spotkam się z Państwem osobiście”.
Pod tym zdaniem napiszmy: „z poważaniem” – jeśli piszemy do osoby starszej i szacownej lub „pozdrawiam” – jeśli wiemy, że nasz ewentualny szef to osoba preferująca bardziej swobodny styl bycia. Należy jednak przyjąć zasadę, że lepiej przesadzić z uprzejmością niż ze swobodą. Czyli jeśli nie wiemy zbyt dobrze, do kogo się zwracamy, powinniśmy wybrać formę: „z poważaniem”.
Czasem wykorzystuje się też zwrot: „z wyrazami szacunku”, „pozostaję z wyrazami szacunku” – wydają mi się one nieco staromodne. Ale oczywiście, jeśli pasują do stylu naszego wysławiania się – wykorzystajmy je.
Zakończmy odręcznym, starannym podpisem. Umieszczamy go między zwrotem grzecznościowym a wypisanym komputerowo naszym imieniem i nazwiskiem. Ułatwia to odszyfrowanie go, nie uczymy się już w szkole, jak nasi dziadkowie, kaligrafii, coraz rzadziej też piszemy odręcznie, więc nie każdy z nas pisze czytelnie.
W lewym dolnym rogu strony możemy umieścić spis załączników, zwłaszcza, kiedy jest to coś więcej niż sam życiorys. Bez wyraźnego polecenia nie przesyłamy kopii żadnych świadectw, certyfikatów, uprawnień ani nawet referencji – tym bardziej nie czynimy tego z oryginałami.
Przejdźmy do dokumentu nieco bardziej prostego, czyli życiorysu. Mamy już nową świecką tradycję, tytułowania go Curriculum Vitae, co po łacinie oznacza “przebieg życia”. Spotykamy się ze skrótem CV, który dla odmiany czytamy po angielsku, czyli „si wi” lub niekiedy po polsku (ale już bardzo kolokwialnie) „cefałka”. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby tytułować dokument po polsku, czyli Życiorys Zawodowy.
W niektórych firmach tytuł Curriculum Vitae jest uważany za pretensjonalny. Niepotrzebny jest też w aplikacji na stanowisko nie wymagające dużych kwalifikacji. Warto też umieć poprawnie przeczytać nazwę, czyli „kurikulum wite”, a nie „kuła wite”, „kurrarum witale”, „curiculum witae”. Pamiętajmy o tej zasadzie w przypadku używania wszelakich „trudnych” słów. Pamiętajmy, że ignorant to nie ktoś, kto nas ignoruje, ale po prostu nieuk. Systematyczne, acz przydługie, opracowanie na piśmie jakiegoś tematu to elaborat, a nie kolaborat.
Życiorys ma za zadanie w sposób syntetyczny przedstawić czytelnikowi nasze kwalifikacje, bez potrzeby wgłębiania się w tekst. Z drugiej strony jest dla nas narzędziem służącym przedstawieniu się w sposób zamierzony i celowy. Pewne informacje muszą się znaleźć w każdym życiorysie, inne zależą od naszej decyzji. Układ obowiązkowych elementów też potraktujmy refleksyjnie i postarajmy się, aby wszystko było „po coś”.
Na pewno musimy umieścić w CV nasze dane osobowe: imię (wystarczy jedno, chyba że na co dzień używamy dwóch) i nazwisko, adres (najlepiej ten, pod którym można nas rzeczywiście znaleźć), telefon (telefony) i adres e-mail. Ten ostatni powinien mieć godne brzmienie. Nie wygląda wiarygodnie życiorys specjalisty MBA, przesłany z adresu feromon@buziaczek.pl czy niunia27@netnova.pl.
Co znajdzie się dalej, zależy od profilu stanowiska i firmy, a także od naszych kwalifikacji. Jeśli mamy doskonałe doświadczenie zawodowe, umieśćmy ten punkt przed informacją o formalnym wykształceniu.
Pamiętajmy o logicznej zasadzie odwróconej chronologii – na pierwszym miejscu umieszczamy ostatnio zajmowane stanowisko i cofamy się aż do pierwszej pracy. Nie wpisujemy okresów pozostawania w rejestrze bezrobotnych. Nie warto też wpisywać dziennych dat – wystarczy miesiąc i rok.
Nazwy firm, w których pracowaliśmy podajemy zawsze w pełnej formie – nie każdemu skrót: GZPD mówi cokolwiek, poza tym istnieją skróty wieloznaczne.
Jeśli z nazwy naszego stanowiska nie wynika jednoznacznie zakres obowiązków, opiszmy je krótko. Postarajmy się zastosować formę punktów i równoważników zdań – piszemy raczej „analizowanie wyników finansowych firmy”, zamiast „dogłębnie analizowałam uzyskane przez firmę w okresach rozliczeniowych kolejnych lat wyniki finansowe”.
Pamiętajmy, że rekruter poświęca mniej więcej 30 sekund na pierwsze czytanie aplikacji – w tym krótkim czasie musi zauważyć to, co uważamy za nasz największy atut. Zachowajmy więc przejrzystość i zwięzłość wywodu.
Jeśli mieliśmy bardzo wiele obowiązków i absolutnie nie jesteśmy w stanie przedstawić ich syntetycznie, dopiszmy: „szczegółowy opis obowiązków w załączniku” i takowy stwórzmy.
Punkt dotyczący wykształcenia, powinien zawierać lata nauki, nazwę szkoły i miejscowość, w jakiej się mieści (jeśli to dla nas korzystne), uzyskany zawód, lub specjalizację. Tytuł pracy dyplomowej lub magisterskiej piszmy tylko wtedy, jeśli sądzimy, że zainteresuje on pracodawcę i korzystnie wpłynie na nasz wizerunek. Opowiadanie o edukacji kończymy na poziomie szkoły ponadpodstawowej. Nie wspominamy o szkole podstawowej, ani tym bardziej o przedszkolu.
Ostrożnie wpisujmy informacje dotyczące dodatkowego wykształcenia, w postaci kursów czy studiów podyplomowych.
Po pierwsze, jeśli jest ich dużo, a każdy dotyczy innej dziedziny, może to być odczytane jako wyraz desperacji bądź braku konkretnego celu zawodowego – „robię kurs, bo jest za darmo”, „zrobię kurs, bo tego jeszcze nie próbowałam”, „robię kurs, bo nudzi mi się w domu”.
Jak już wspominałam wcześniej, może być też odczytane jako poczucie mylnej decyzji przy wyborze zawodu. Najbezpieczniej jest wybrać te szkolenia, które mają związek z naszą profesją, których wybór możemy logicznie uzasadnić.
Podajmy wtedy nazwę instytucji szkolącej, temat szkolenia i przynajmniej rok, w którym szkolenie się odbyło. Jeśli otrzymaliśmy certyfikat dający nam konkretne uprawnienia, koniecznie to zaznaczmy.
Duży kłopot mamy zwykle z określeniem stopnia znajomości języków obcych – możemy tu wykorzystać sformułowanie, którego użył ogłoszeniodawca. W Stanach Zjednoczonych określenia: „biegła znajomość języka angielskiego” używają ponoć tylko absolwenci filologii angielskiej! Pamiętajmy, że jeśli piszemy: „konwersacyjny”, to pracodawca zwykle czyta: „znikomy”.
Punkty poświęcone umiejętności obsługi komputera, znajomości języków obcych, innych dodatkowych atutów mogą być przez nas dowolnie zorganizowane.
Piszmy to, co uważamy za ważne, w układzie, który pozwoli najlepiej dostrzec wartość naszej oferty. Jeśli posługujemy się wieloma programami komputerowymi, stwórzmy specjalny podpunkt i wymieńmy je zamiast wplatać między „obsługę ksero” a „prawo jazdy kategorii B”.
Prawo jazdy to polska nazwa dokumentu i w związku z tym pamiętajmy o jej odmianie – nie mam prawA jazdy, a nie: nie mam prawO jazdy! Dobrze też poczynić dopisek „czynne” – niekiedy (dotyczy to zwłaszcza kobiet) ktoś robi prawo jazdy, a potem nie korzysta z niego wiele lat. Trudno spodziewać się u niego biegłości w prowadzeniu auta.
Obowiązkowo kończymy życiorys klauzulą o zgodzie na wykorzystywanie danych osobowych dla celów rekrutacji. Gdy jej zabraknie, to właściwie pracodawca nie ma prawa nawet do nas zadzwonić, to już wykorzystanie podanych w życiorysie informacji.
Pod klauzulą umieszczamy naszą parafkę, na potwierdzenie, że życiorys jest nasz, niekiedy też datę na potwierdzenie jego aktualności.
Niezwykle ważna jest też strona graficzna dokumentów. Pokażmy, że rzeczywiście potrafimy używać programów edytorskich – postarajmy się wyjść poza Times New Roman.
Życiorys ma wyglądać elegancko, ale i interesująco. Spróbujmy znaleźć więc inną czcionkę albo użyć kilku jej krojów. Warte zainteresowania są na przykład Verdana, Tahoma, Bookman Old Style, a nawet poczciwy Arial. Comic Sans jest zwykle traktowany z przymrużeniem oka. Można użyć kilku krojów lub/i kilku kolorów. Nie należy jednak wykraczać poza 3 czcionki i 3 kolory.
Używajmy tabulatorów, a nie liczonych z przejęciem spacji do robienia wcięć. Dbajmy o równe marginesy, konsekwentne znaki punktowania oraz równie konsekwentną interpunkcję.
Katarzyna Krawczyk-Szczepanek